Jędrzejki 2011
Czy można się bawić bez „niechrześcijańskich” dodatków? Zastanawiałam się, gdy zbliżałam się już do kościoła p.w. Matki Bożej Królowej Aniołów. Zabawa bez wróżb nie jest taka trudna, ale bez alkoholu? To już jest wyzwanie. Szczególnie, gdy na imprezie spodziewać się można wielu młodych ludzi. A jednak jest to możliwe, a zabawa taka nie jest nudna. Udowodnili to organizatorzy Jędrzejek 2011.
Pierwsi goście pojawili się krótko po dziewiętnastej. Przed dwudziestą zaś imprezę oficjalnie rozpoczęto modlitwą. Dobrej zabawy życzył i zgromadzonych pobłogosławił kapłan. Zabawa trwała do drugiej w nocy – zakończyła się również modlitwą.Impreza wciągnęła już od pierwszych chwil. Była to zasługa zarówno przybyłych, jak i gospodarza wieczoru: wodzireja Arka. Zebrani złożyli na początku specjalną przysięgę (iż będą się dobrze bawić), a potem odtańczyli poloneza. Potem zgasły światła, a parkiet zapełnił się tańczącymi.Wodzirej co jakiś czas zagrzewał do zabawy – na wiele różnych sposobów. Były wspólne tańce i zabawy, utwory z dedykacjami a nawet mini karaoke. Pojawiła się nieśmiertelna Makarena i… również nieśmiertelne, choć mniej znane „Kaczuchy”.Zmęczeni balowaniem mogli odpocząć poza parkietem i poczęstować się napojami czy słodyczami. Niekwestionowanym hitem wieczoru były… kanapki. Muzyka nie zagłuszała rozmów, choć trudno było długo debatować – skoczne przeboje oraz zabawy przyciągały na parkiet jak magnes.
Pierwsi goście pojawili się krótko po dziewiętnastej. Przed dwudziestą zaś imprezę oficjalnie rozpoczęto modlitwą. Dobrej zabawy życzył i zgromadzonych pobłogosławił kapłan. Zabawa trwała do drugiej w nocy – zakończyła się również modlitwą.Impreza wciągnęła już od pierwszych chwil. Była to zasługa zarówno przybyłych, jak i gospodarza wieczoru: wodzireja Arka. Zebrani złożyli na początku specjalną przysięgę (iż będą się dobrze bawić), a potem odtańczyli poloneza. Potem zgasły światła, a parkiet zapełnił się tańczącymi.Wodzirej co jakiś czas zagrzewał do zabawy – na wiele różnych sposobów. Były wspólne tańce i zabawy, utwory z dedykacjami a nawet mini karaoke. Pojawiła się nieśmiertelna Makarena i… również nieśmiertelne, choć mniej znane „Kaczuchy”.Zmęczeni balowaniem mogli odpocząć poza parkietem i poczęstować się napojami czy słodyczami. Niekwestionowanym hitem wieczoru były… kanapki. Muzyka nie zagłuszała rozmów, choć trudno było długo debatować – skoczne przeboje oraz zabawy przyciągały na parkiet jak magnes.
Salę opuściłam jako jedna z ostatnich uczestniczek. I nie żałuję. Zabawa trwała do samego końca, a nawet jeszcze dłużej – ostatnie podziękowania i pożegnalny utwór skończył się kwadrans po drugiej.Impreza miała kilka słabych punktów. Największym były pewne organizacyjne niedociągnięcia, np. koło pierwszej w nocy trudno już było znaleźć cokolwiek do picia, a stoły, wcześniej suto zastawione, zapełniły się masą zużytych talerzyków i kubeczków, co nie wyglądało zbyt estetycznie. Dobrym pomysłem byłoby również zapewnienie możliwości podpisania kubeczka – wtedy po powrocie z parkietu łatwiej było by go znaleźć. Impreza mogłaby być również nieco lepiej rozreklamowana wśród wspólnot. To jednak nie wpływa na generalną ocenę - impreza otrzymuje ode mnie ogromnego plusa!
Jędrzejki zadają kłam teoriom wielu Polaków, dla których bez alkoholu nie ma zabawy. Jest i to o niebo wspanialsza. Pokazują również, że młodzi nie muszą korzystać z używek, że mają alternatywę. Ma ją każdy z nas. Ponadto łamią stereotyp Kościoła jako nudnego miejsca dla starszych ludzi. Katolicy w każdym wieku potrafią się świetnie bawić. Dlatego dziękuję w tym miejscu organizatorom za wspaniałą imprezę i niecierpliwie czekam na kolejną. Wierzę, że za rok znów się spotkamy w towarzystwie, w którym nie leje się wosku i nie wciska kitu.
Magdalena Sędkiewicz, „Bliżej Nieba”, Radio Wnet.
